niedziela, 3 listopada 2013

O kobietach...

Muszę przyznać, że prasa kobieca jest jednym z moich nałogów. Jest kilka tytułów, które kupuję bardzo regularnie i namiętnie, czasem z ciekawości kupuję sobie takie, które nie zawierają na tyle ciekawych treści, bym chciała mieć każdy numer.
Jedną z pozycji, które pojawiają się u mnie dość regularnie i to od lat "nastu" jest ELLE. Pamiętam jeszcze emocje, które towarzyszyły mi przy pierwszych numerach. To była taka przepustka do niedostępnego i dość odległego świata mody. Były kreacje znanych projektantów i rzeczy marek, o których można było pomarzyć. Pojawiały się drogie kosmetyki, na które nastolatka musiałaby bez końca odkładać swoje kieszonkowe. Dziś wszystko jest mniej odległe, bardziej dostępne, a jednak bardzo lubię sięgać do ELLE.




Ostatni numer zachęca okładką z Kate Blanchet, w ślad za którą idzie wywiad z aktorką. Jest o pracy, przeprowadzce i reklamie perfum - bardzo magicznej muszę przyznać. Miodem na moją duszę okazały się jednak inne słowa:
"Uprawiam żonglerkę jak każdy pracujący rodzic. I często mi nie wychodzi! Sądzę, że w kwestii dzieci i kariery trzeba po prostu doceniać to, co się ma. Nie zawsze da się osiągnąć wszystko, co sobie założyliśmy, zrobić tak jak chcieliśmy, bo życie pcha nas w kilku kierunkach na raz".
"Nikt, ani mężczyzna, ani kobieta nie jest w stanie osiągnąć wszystkiego. Na to po prostu brak czasu. (...) A poza tym sądzę, że pomysł, iż "osiągnięcie wszystkiego" jest w ogóle możliwe, jest dla wielu ludzi źródłem straszliwego stresu".
Z tym mam chyba problem. Wymagam od siebie bardzo wiele, chciałabym być najlepsza we wszystkim i nie zawsze się udaje. Co mnie frustruje. I coraz częściej uświadamiam sobie, że trzeba sobie dać trochę luzu. Że może zamiast być idealna na 100 % we wszystkim, wystarczy być (w proporcjach dowolnych) np. na 30 % mamą, na 20 % kobietą, na 20 % partnerką i na 20 % kobietą zawodową - to wszystko się składa na 100 % zadowolenia z siebie i wystarczy.
Zaskakująco zgodnie o kobietach w ELLE mówią dwaj panowie, z którymi rozmowy można znaleźć na łamach:
Roman Polański w odpowiedzi na pytanie, kto rządzi światem: "Niewątpliwie kobiety. Ja nie mam najmniejszych wątpliwości. One są za kulisami wszystkiego. Jak mówią Francuzi: "Cherchez la femme". Za tym na pewno stoi kobieta. Mężczyźni są na scenie, a kobiety za kulisami."
Dawid Ogrodnik: "Wrażliwość kobiet jest mi bliższa niż samcza: dowodząca, zawiadująca. Kobiety nie potrzebują być ciągle na czele, nie muszą produkować nadwyżki, żeby ktoś je zauważył. I potrafią stać z boku".
A jak to jest z Wami drogie panie? Czy panowie trafili w sedno?