środa, 27 listopada 2013

Wyprzedażowa matematyka wg Camaieu

Jak chyba większość kobiet, uwielbiam kupować ciuchy na wyprzedażach. Rzecz jasna, nie zawsze uda się coś znaleźć, bo towar bywa już przebrany, ale czasem trafi się jakaś perełka. Na ostatnie zakupy udałam się jednak w konkretnym celu i zakupu dokonałam. Tyle, że zupełnie przy okazji padłam ofiarą wyprzedażowej sztuczki.




Jako, iż po ciąży trochę schudłam, a i upodobania i oczekiwania wobec ciuchów nieco mi się zmieniły, postanowiłam kupić sobie jakieś ciuchy do pracy. Jednym z celów na mojej trasie zakupów był sklep Camaieu, który ostatnimi czasu odpowiada mi pod względem proponowanego stylu i sporej kolorystyki. Rozejrzałam się po sklepie i od razu wpadła mi w oko bluzka. Przymierzyłam i postanowiłam nabyć. Spojrzałam na metkę, która radośnie obwieszczała, że należy mi się zniżka -50%. Ale... potem spojrzałam na cenę i rachunek przestał mi się zgadzać. Bluzka przeceniona była z 79,90 zł na 63,92 zł. Wg metki kosztować więc powinna 39,95 zł, a naliczony rabat w rzeczywistości wynosi raptem 20%.


Postanowiłam swoje wątpliwości wyjaśnić przy kasie, gdzie dowiedziałam się, że "To cena jest najważniejsza. Po prostu skończyły nam się inne metki". A ja uważam, że to zupełnie nieuczciwa praktyka. Bo jeśli ktoś jednak ceny na metce nie policzy, wyjdzie przekonany, że artykuł kupił taniej o połowę, a może kupi coś właśnie dlatego, że o tę połowę teoretycznie jest przecenione.

Czy naprawdę nie da się nic  sprzedać, nie oszukując przy tym klienta? Oj, brzydko, brzydko, zwłaszcza, że Camaieu, to jeden z moich ulubionych sklepów. Do ostatnich zakupów.

Wychodząc na kolejne zakupy, pamiętajcie więc o sprytnych sztuczkach, które stosują w sklepach, aby przekonać nas do zakupu czegokolwiek:
  • Nie do końca prawdziwe rabaty - jak wyżej.
  • Cena wyprzedażowa jest taka sama jak przed wyprzedażą, po prostu produkt ma dwie naklejki, aby sprawiać wrażenie przecenionego...
  • lub co gorsza cena wyprzedażowa jest wyższa od ceny regularnej, co już w ogóle trudno wytłumaczyć
  • choć to zabronione, w wielu sklepach i tak znajdują się lustra wyszczuplające, które mają zachęcić nas do zakupu ubrać, bo rzekomo wyglądamy w nich korzystniej. Tą samą rolę spełnia światło nad lustrem - światło padające znad lustra sprawi że część naszej sylwetki zostanie okryta cieniem dzięki czemu będziemy wydawać się szczuplejsi.
  • w wielu sklepach rozpyla się przyjemne zapachy, które nas relaksują, przyjemnie się kojarzą i wciągają w wir zakupów
  • pani sprzedawczyni będzie nas zachwalać pod niebiosa, choćbyśmy w przymierzanym ciuchu wyglądały jak baleron w gumce - jej celem jest sprzedać produkt - przepraszam tych uczciwych, ale naprawdę trudno uwierzyć mi w bezinteresowność sprzedawcy
  • odpowiednia temperatura ma za zadanie jak najdłużej zatrzymać nas w sklepie - latem musi być chłodno, zimą ciepło
  • światło w przymierzalniach jest miękkie i przyciemnione, żebyś dobrze wyglądała we wszystkich kolorach, które na siebie włożysz - nie dawaj się nabrać - jeśli jest Ci w którymś z kolorów źle, to tak właśnie jest
  • sklepy często wynajmują osoby, które zaczynają się interesować tym samym ciuchem co my - w obawie przed utratą możliwości jego kupna, kupimy go.
  • sprytna cena - jest napisane 39,99 zł - myślisz - tracę 30 zł, a stracisz pewnie 40 zł, bo jak znam życie, sprzedawczyni będzie chciała być grosik dłużna
  • zdarza się, że obniżki mają charakter iluzoryczny – wyższe ceny nigdy nie obowiązywały
  • informacje na wywieszkach, bilbordach często informują o korzystnych warunkach wyprzedaży sezonowej dotyczącej całego asortymentu w sklepie. W praktyce tylko część towaru jest objęta promocją 
Znacie jeszcze jakieś inne nieczyste chwyty?

P.S. Bluzkę i tak kupiłam. Kupiłabym pewnie także w normalnej cenie - denerwuje mnie jednak, że sklep który lubię chciał tak nieuczciwie traktować swoje klientki.