niedziela, 19 stycznia 2014

Kapitan Phillips - liczy się tylko przetrwanie

To jeden z takich filmów, jakie lubię - trzymający w napięciu do ostatnich sekund, zmuszający widza do myślenia, a do tego oparty na prawdziwych wydarzeniach. To film, w którym Tom Hanks zagrał rolę swojego życia, bo był tak autentyczny, że momentami można było zapomnieć, że oglądamy film. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego przeszedł on przez polskie kina jakoś zupełnie bez echa.



Tymi wydarzeniami żył cały świat kilka lat temu. Kapitan Richard Phillips udaremnia porwanie amerykańskiego kontenerowca Maersk Alabama, a sam zostaje uprowadzony przez somalijskich piratów i przez cztery dni jest ich zakładnikiem. Reżyser Paul Greengrass nie po raz pierwszy w swojej karierze sięga po prawdziwe wydarzenia, by stworzyć film, a sam obraz kręcony jest tak, że mamy wrażenie oglądania filmu dokumentalnego.

Film nie podaje nam na tacy ocen - nie ma tutaj jednoznacznie pokazanych dobrych marynarzy i złych piratów. Jest kapitan, który wyrusza w rejs z nową załogą i somalijscy rybacy, którzy wyruszają porwać statek w grupie, która wcześniej się nie znała, a niektórzy z nich w ogóle nie zdawali sobie sprawy,  w co się pakują. Akcja filmu rozgrywa się dwutorowo - widzimy, jak jedni i drudzy przygotowują się do rejsu. Film pokazuje sposób myślenia każdej ze stron, dylematy i motywy działania, a reszta leży po stronie widza. Oglądamy więc dramat ludzi, zderzenie dwóch różnych cywilizacji, świata bogactwa i biedy, widzimy desperację i walkę o przetrwanie po każdej ze stron. Nikt z nas nie przekreśli jednoznacznie biednych Somalijczyków, bo w filmie możemy wejść także w ich skórę.


Zarówno piraci, jak i marynarze mają nad sobą przełożonych, więc i jedni i drudzy są ofiarami jakiegoś systemu. Patrząc na środki powzięte w filmie na walkę z piratami nie sposób sobie zadać pytania, dlaczego marynarze nie mają broni (posiadania tej nie pozwalało im wówczas prawo), ani żadnej ochrony.

Muszę przyznać, że wcześniej, mimo wielu wybitnych kreacji, nie przepadałam za Tomem Hanksem. W tym filmie jednak skradł mi serce. Na początku filmu obserwujemy opanowanego, rzetelnego i racjonalnego człowieka, ojca rodziny, nad którym w ostatnich minutach filmu zupełnie biorą górę emocje. To co oglądamy na ekranie, to naprawdę aktorski majstersztyk i nie mogę uwierzyć, że nie znalazł się wśród nominowanych do Oscara. Jeśli zobaczycie ostatnie sceny filmu, zrozumiecie, o czym mówię.


Patrząc na to, co przeżywa kapitan, aż trudno uwierzyć, że prawdziwy Richard Phillips już rok po tych wydarzeniach znów wrócił na morze. Dla mnie to jeden z najlepszych filmów, jakie ostatnio widziałam. Koniecznie musicie zobaczyć!