wtorek, 7 stycznia 2014

Regenerujący krem na dzień Time Reversing Oriflame

Wśród kobiet wciąż pokutuje mit, że stosowanie kremów odmładzających w zbyt młodym wieku rozleniwia skórę do pracy.  Ja uważam, że to nie metryka powinna ostatecznie decydować o tym, kiedy sięgniemy po dany kosmetyk, a rzeczywiste potrzeby skóry. Dlatego od czasu do czasu sięgam po kremy z wyższej wiekowo półki, by zafundować skórze bombę odżywczą. Tym razem padło na krem z linii Time Reversing Oriflame i widzę każdego dnia, jak moja cera potrzebowała takiej kuracji.


Jedyną przesłanką za tym, że nie warto sięgać po drogie przeciwzmarszczkowe kremy w młodym wieku jest fakt, że kosmetyki takie zazwyczaj są dużo droższe od tych dla młodej cery, a zdrowa skóra nie posiadająca oznak starzenia nie wykorzysta wszystkich składników, które jej dostarczymy. Tym samym wydamy sporo pieniędzy zupełnie bez sensu, bo wystarczyłby najzwyklejszy i niedrogi kosmetyk do młodej cery. Ale czasem bywa tak, że nawet młoda skóra potrzebuje witaminowego zastrzyku. Na twarzy często odbija się przecież brak snu, stres, warunki atmosferyczne czy przechodzone przez nas choroby.

Krem Time Reversing przeznaczony jest dla kobiet po 40. roku życia, do której - choć jeszcze trochę czasu mam - to granicy nieubłaganie się zbliżam. Jego zadaniem jest regeneracja, ujędrnienie i rewitalizacja skóry. Nie wiem, jak to działanie sprawdza się w przypadku dojrzałych skór, ale w moim przypadku krem doskonale zdaje egzamin. Receptura Time Reversing zawiera ß-Prostimuline™, naturalny kompleks roślinny, który bardzo skutecznie zwalcza efekty hormonalnego starzenia się skóry. ß-Prostimuline™ to opatentowany wynalazek Oriflame poprzedzony zaawansowanymi badaniami naukowymi - kompozycja trzech silnych, naturalnych substancji aktywnych: białka sojowego, ekstraktu z groszku i biopeptydów z morskich wodorostów.

Na mojej twarzy wciąż jeszcze daje o sobie znać okres ciąży i karmienia piersią. Skóra jest cienka, pergaminowa, przesuszona, co pewnie potęguje brak odpowiedniej ilości snu, którą to atrakcję funduje mi wciąż mój synek. Po kilkunastu dniach używania kremu skóra stała się bardziej elastyczna i niemal niewidoczne są drobne zmarszczki, które coraz liczniej pojawiają się na mojej twarzy. Skóra jest dobrze nawilżona i pozbyłam się uczucia ściągnięcia, które pojawiało się przy dłuższym przebywaniu w suchych pomieszczeniach.


Dla mnie ten krem ma jeszcze jeden atut. Jego żółtawe zabarwienie to sprawka złotego pigmentu, który znajduje się w kremie. Pigment ten fantastycznie rozświetla skórę, dzięki czemu staje się bardziej promienna, gładka i wygląda zdrowiej. Do zalet mogę zaliczyć też przyjemny zapach i konsystencję, która mimo tego, że jest dość bogata, to zaskakuje lekkością, łatwo rozprowadza się na skórze i sprawia, że krem jest bardzo wydajny. Opakowanie jest bardzo eleganckie - krem jest zamknięty w szklanym słoiczku. W moim prywatnym rankingu wychodzi na to, że kosmetyki zamykane w szklanych opakowaniach często są lepszej jakości.

Jedynym minusem tego produktu jest chyba jego cena, która kształtuje się w okolicach 100 zł, ale jak to w Oriflame bywa, często można dostać go w promocji za kwotę mniejszą niż 50 zł. Jeśli weźmiemy pod uwagę jakość produktu i patent, to nie jest to cena wygórowana.
Follow my blog with Bloglovin